2009-08-11
Zamki Dolnego Śląska
Podróże to przecież nie tylko zagranica. To także odkrywanie tego co ma się pod nosem. W zeszłym roku miałem okazję zwiedzić kilka zamków na Dolnym Śląsku. Niektóre mnie zachwyciły - jak ten w Świnach, a niektóre nie ruszyły w ogóle, jednak każdy z nich miał w sobie to coś unikatowego. Dla przykładu zamek w Świnach jest zrujnowany, ale dzięki temu ma swój niepowtarzalny klimat i atmosferę go otaczającą, natomiast zamek Książ jest odpicowany w różu i odbywają się tam wesela, ale ma i własne tajemnice związane między innymi z drugą wojną światową.
W Polsce jest dużo takich miejsc, gdzie aż chciałoby się zgubić a najlepiej zostać, ale niestety reklama i autopromocja u nas kuleje... ale z drugiej strony dzięki temu miejsca te nie zostaną zadeptane. Zawsze coś za coś.
2009-08-10
Gerona, Barcelona, Saragossa - Hiszpania
Słoneczna Hiszpania. Leciałem tam we wrześniu kiedy w Polsce temperatura spadła poniżej 10*C i pamiętam dokładnie jak dobrze przyjmowałem Słońce i wysoką temperaturę.
Gerona, a w zasadzie Girona, bo tak brzmi nazwa tego miasta po katalońsku, jest niewielkim miastem, które przyjmuje rzesze turystów korzystających z usług tanich linii lotniczych, które lądują właśnie tam. Wiekszość jedzie od razu na dworzec a następnie do Barcelony i robi ogromny błąd, bo Girona to przepiękne miasto, które kryje w sobie wiele niespodzianek jak na przykład wąskie uliczki lub malownicze kamieniczki wzdłuż rzeki Onyar.
Barcelonę natomiast tworzy tylko i wyłącznie Gaudi i atmosfera ulicy Ramblas. Gdyby nie Park Guell, La Pedrera, Casa Battlo czy Sagrada Familia (która tak naprawdę wcale na kolana nie rzuca; może gdyby Gaudi skończył swoje dzieło to byłoby inaczej) to Barcelonę można by określić jako jedną wielkie miejsce do imprezowania. Miasto ma swoje uroki i tego jestem pewien, jednak mieszkać bym tam nie mógł i nie spieszy mi się by zobaczyć je jeszcze raz. Poza Casa Battlo najbardziej warto odwiedzić katedrę Santa Maria del Mar, która znajduje się niedaleko portu. Surowość tego miejsca potrafi posadzić człowieka na ławce. Warto też skoczyć trochę poza miasto i odwiedzić Montserrat - świetą górę Katalończyków.
Natomiast świętym miastem Hiszpanów jest Saragossa - po ichniemu Zaragoza - w Polsce kojarzona głównie ze znalezionym tam rękopisem. Centrum jest dość ładne i dobrze utrzymane, zwłaszcza bazylika Nuestra Señora del Pilar, niemniej wystarczy wyjść poza 'rynek', by miasto straciło swój urok. Saragossa to hiszpańska Częstochowa z własną Madonną i w zasadzie tyle. Miasto typowo pielgrzymkowe, ale za to dworzec kolejowy ma wielki jak lotnisko.
Niestety to tyle jeśli chodzi o Hiszpanię. Więcej nie miałem okazji odwiedzić, ale jeśli będę miał możliwość to na pewno zajrzę jeszcze do Granady i Sevilli. Takie moje małe marzenie.
2009-08-09
Amsterdam, Holandia
Amsterdam to zimne miasto. Tak je odebrałem. W zasadzie nie ma się czemu dziwić, gdyż byłem tam na początku kwietnia, kiedy zima jeszcze ma coś do powiedzenia, a wiosna tak średnio garnie zabrać się do roboty. Niemniej samo miasto zaskoczyło mnie kilka razy bardzo pozytywnie i mam tam kilka ulubionych kątów. Przyjaźni ludzie, tysiące rowerów i rowerzystów każdej płci, wyznania, rasy i wieku, kanały, wąskie uliczki, wąskie kamieniczki... tylko zimno.
2009-08-05
Florencja; Lucca; Piza; Włochy
Zostanę jeszcze chwilę we Włoszech, ale obiecuję przenieść się gdzie indziej przy okazji następnego wpisu. O Florencji i jej skarbach słyszał chyba każdy, również ja. Będąc zatem w Toskanii nie mogłem nie zobaczyć tego wspaniałego miasta, które na każdym kroku zaskakuje swoją wyjątkowością, a na każdym rogiem czai się widok, którego mieszkańcom Florencji zazdroszczę do dziś. Spędziłem w tym mieście tylko trzy dni ale wystarczyło to by się w tym mieście zakochać. Już pierwszego wieczoru wysłałem wiadomość do koleżanki, że uwielbiam to miasto. Katedra Santa Maria del Flore, Ponte Vecchio, Galeria Uffici, wieża Giotta no i widok na to wszystko z Piazza Michelangelo zapierają dech w piersiach i zostają w pamięci na bardzo długo. Niemniej Florencja to nie jedyna atrakcja Toskanii. Ponad godzinę jazdy pociągiem znajduje się małe i przeurocze miasto Lucca, które wyróżnia owalny, pięknie usytuowany ryneczek. Znalazłem to miasto przeglądając mapy, gdyż zastanawiałem się co zrobić z całym wolnym dniem dzielącym mnie od wieczornego lotu do Hiszpanii - i padło na Luccę. Nomen omen rodzinne miasto Pucciniego, o czym informują nas tam na każdym niemal kroku. By zobaczyć całość wystarczą trzy godziny, by móc z czystym sumieniem ruszyć dalej. Dalej czekała na mnie Piza z chyba najbardziej charakterystyczną budowlą na świecie - zaraz po wieży Eiffle'a - krzywą wieżą. Miasteczko zwiedzałem z dość wysoką gorączką i nie byłem w stanie wejść na wieżę, ale i tak bardzo nie chciałem. Z wszystkich miejsc jakie odwiedziłem we Włoszech tylko Piza mnie tak zawiodła. Domy nad rzeką Arno prezentują się bardzo ładnie, ale nic poza tym.
2009-08-05
Asyż, Włochy
Zatrzymam się jeszcze na chwilę na wielkim bucie. W ramach zwiedzania Włoch zawiało mnie do Asyżu. Był grudzień i było zimno, ale wrażenie jakie na mnie wywarło to miejsce nie pozwalało mi marznąć. Ciasne, kręte i strome uliczki są tak urokliwe, że żałuję iż nie miałem okazji widzieć ich po zmroku. Podejrzewam też, że w miesiącach letnich całość prezentuje się jeszcze lepiej niż w zimnym i wietrznym grudniu. Asyż znany jest dzięki św. Franciszkowi i głównie dlatego tak licznie odwiedzany, lecz cały region usiany tego typu miasteczkami z wąskimi uliczkami i średniowiecznymi domami, które niejedno by powiedziały gdyby tylko umiały. Skorzystam z okazji i dam dobrą radę: jeśli chcemy napawać się atmosferą i spokojem tego miejsca to najlepszym dniem na to jest środa. Sporo sklepów i restauracji jest wtedy zamknięta, ale to tak jak w życiu - coś za coś.
2009-08-04
Rzym, Włochy
Moja dobra koleżanka jest zakochana w Rzymie, Włoszech i Włochach i dwukrotnie udało jej się wyciągnąć mnie do Wiecznego Miasta. Raz w grudniu i drugi raz kilka miesięcy później. Rzym jest ogromny i nie wiem jak długo musiałbym tam siedzieć by poznać wszystkie jego tajemnice. Znajomy siedział dwa lata i chyba mu się to udało, gdyż uznał, że ma dość tego miasta i wyniósł się bardziej na północ (co jest o tyle oczywiste, bo w przeciwnym kierunku mało kto jeździ).Pomimo tego Rzym nie zawrócił mi w głowie swoimi atrakcjami. Może dlatego, że właściwie wiedziałem co w Rzymie zobaczę, bo przecież atrakcję Rzymu zna każde dziecko. Architektura - potężne Koloseum robi spore wrażenie po zmroku, podobnie Forum Romanum; poteżny Panteon i jego genialna konstrukcja, której w obecnych nikt nie odważyłby się powtórzyć; kościół Il Gesu - pierwowzór krakowskiego kościoła Piotra i Pawła przy Grodzkiej; Fontana di Trevi - moim zdaniem najwspanialsza 'rzecz' jaką można zobaczyć w Rzymie; Piazza Navona - to wszystko jest piękne, niepowtarzalne i jedyne w swoim rodzaju, niemniej klimat tego miasta znajduje się zupełnie gdzie indziej. Razem ze wspomnianą tu już koleżanką znalazłem go w typowo włoskiej, rodzinnej, niewielkiej, bardzo kameralnej knajpce w pobliżu Piazza del Popolo (niedaleko znajduje się też ulica Mickiewicza, ale to na marginesie). Tak właśnie sobie wyobrażam Rzym i Włochy - malutkie restauracje z prawdziwym spaghetti i wyborną lasagnią, na które stojący przed wejściem właściel zaprasza przechodniów uśmiechając się szeroko. Niestety Rzym to miasto ściśle nastawione na turystów i by znaleźć taki lokal trzeba się pożądnie nachodzić. Wieczne Miasto to również wszechobecny hałas i kakofonia klaksonów, warczących skuterów, krzyków i innych dźwięków dobiegających niemalże zewsząd. Po powrocie do domu nie mogłem się nadziwić jak cichym miastem jest Kraków.
2009-08-03
Chorwacja
Muszę być szczery i wyznać, że akurat Chorwację tylko nadgryzłem w dwóch miejscach. Większość zapalonych urlopowiczów zna ten kraj znacznie lepiej ode mnie i miałoby więcej do powiedzenia o tym miejscu na Ziemi i ludziach tam żyjących. Mnie udało się być tylko w stolicy - Zagrzebiu oraz znów odwiedzić półwysep Istria gdzie uderzyłem na miasto Pula. Zagrzeb bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, bo niewiedzieć czemu nie spodziewałem się wiele po tym mieście, a na miejscu zastałem bardzo ładne, czyste i prężnie funkcjonujące miasto. Pojechałem tam, bo znajduje się dość blisko Lublany, także miałem rzut beretem. Zagrzeb wydał mi się o wiele ciekawszy i bogatszy w atrakcje od stolicy Słowenii. No i ma tramwaje (!), których na Słowenii nie ma w żadnym mieście. Nie bawiłem tam długo i co gorsza mój dzień zepsuła ogromna ulewa i pioruny sypiące się na prawo i lewo, niemniej mam nadzieję, że jeszcze mi się uda wrócić do tego miasta, bo podejrzewam, że wiele rzeczy z braku czasu ominąłem.
Kilka dni później za namową pewnego Słoweńca znalazlem się w Puli. Miałem szczęście, bo właśnie tamtego konkretnego dnia zaczynał się sezon i zostało uruchomione połączenie Lublana-Pula. Po drodze na granicy mamy przesiadkę z jednej ciuchci na drugą, po czym oczom nam okazuje się piękny wąwóz, który przy zachodzie Słońca wygląda wprost nieziemsko. Jeśli ktoś by mnie spytał gdzie i kiedy widziałem piękny koniec dnia, to odpowiedziałbym, że właśnie wtedy. Pula to dość spore miasto z okazałą przystanią i kilkoma pozostałościami z Imperium Rzymskiego jak Amfiteatr (moim zdaniem ładniejszy od tego w Rzymie), Forum i teatr rzymski. Podobno jest też plaża, ale tam już nie dotarłem, bo akurat plażowanie nie jest moją ulubiona rozrywką, także nawet jej nie szukałem. Próbowałem za to znaleźć zamek i zgubić się w śród pięknych wąskich, podobnie jak w Koprze, typowo włoskich uliczek.